Uczenie to proces

Rozmowa z prof. Hanną Komorowską, wybitnym językoznawcą, glottodydaktykiem, autorką wielu publikacji naukowych w zakresie metodyki nauczania języka angielskiego.

Czy trudno jest kogoś uczyć języka?

Mnie nigdy nie było trudno, bo ja bardzo lubiłam to robić. I co może wyda się to dość kontrowersyjne, byłam szalenie niekonsekwentna. W tym sensie, że to ja się zawsze dostosowywałam. Powiem na przykładzie – kiedy uczyłam matematyka, który nie był w stanie czytać główną myśli i nie umiał wyszukiwać konkretnej, zapotrzebowanej informacji, a na takie moje prośby reagował: Czy my ten tekst w końcu czytamy, czy my go nie czytamy?, wtedy dostosowywałam się do niego, żeby to było close reading, a potem proponowałam mu, żeby wyciągnął najważniejsze elementy. Kiedy lekarz mówił, że uczył się łaciny i rosyjskiego w taki sposób, że miał listę wyrazów i obok ekwiwalenty i nie rozumiał, co to znaczy z kontekstu, bo on się w życiu z kontekstu nie domyśla, gdzie jest wątroba, tylko on to musi wiedzieć – nie miałam oporu, żeby się na to zgodzić. Oczywiście przygotowując mu listę wiedziałam, że za chwilę dam mu także ćwiczenia, żeby zobaczył te wyrazy w zdaniach i w konkretnej sytuacji. „Dołożę” to, co uważam za konieczne, ale zgadzając się uprzednio na to, czego on chce. Wychodząc naprzeciw jego potrzebom. Nie miałam z tym kłopotu. Miałam w głowie zasady kierunkowe, ale nie stosowałam ich zawsze w ten sam sposób.

Wykorzystywała je Pani dość elastycznie?

Bo mnie może w ogóle nie ma. Przybieram kształt naczynia, w którym się znajduję. Moja tożsamość jest relacyjna.

Może to jest właśnie dobry nauczyciel, który umie się „wpasować” w ucznia?

Nie wiem. Mnie zawsze było przyjemnie pracować z uczniami, uczniom chyba było przyjemnie pracować ze mną. I może to moje podejście sprawiało, że nauka była bardziej efektywna. Bo owszem, zależało mi na efekcie końcowym, to jest niezwykle ważne, ale nie za wszelką cenę. Dla mnie ważniejszy jest proces.

A czy w tym procesie była Pani też uczniem swoich uczniów? Czy nauczyciel powinien uczyć się razem ze swoimi słuchaczami?

Tak, uczyłam się różnych rzeczy – nie tylko języka. W stanie wojennym, kiedy nie był jeszcze popularny kierunek learner’s needs i syllabus design, tylko były scentralizowane programy, zostałam poproszona, aby przez sześć tygodni uczyć wybitnego eksperta, który był już po siedemdziesiątce  i uczył się angielskiego od podstaw. Jego potrzeby były dość specyficzne i wiedziałam, że nie mogę uczyć go klasycznie „od zera” – miał określone cele, znał też inne języki, był profesorem z przedwojennym doktoratem. Musiałam więc wtedy wymyślić need’s analysis, learner profile i syllabus design jednocześnie, nie wiedząc wtedy, jak takie rzeczy można robić. Uczyłam się też masę rzeczy o ludziach. Każdy z moich uczniów jest fascynującą osobą i ma w sobie niesamowitą historię do odkrycia.

Słuchając Pani Profesor, mam wrażenie, że niezwykle ważne w tym, co Pani mówi o uczeniu, są relacje i więź między ludźmi.

Tak, to jest absolutnie kluczowe. Jeśli podejdziemy do uczenia kogokolwiek mechanicznie, używając najwymyślniejszych metod, a nie będzie między mną a drugą osobą relacji, to nie będzie to działać. Z tego powodu też jestem zdystansowana do klasyfikowania metod na lepsze i gorsze. To jest kwestia drugorzędna, najważniejszy jest człowiek. Nie chcę powiedzieć, że nie powinno się mieć żadnych zasad. Ja w końcu obu moich uczniów, o których opowiadałam na początku, prowadziłam tak, aby w końcu doszli do celu, który sobie postawiłam. Ale nie na siłę i nie od razu. Mam w głowie pewne kierunki, ale wiem, że ucznia powinno się w jakąś stronę delikatnie „przeciągnąć”, ale nie można go przestawić.

 

Wywiad z prof. zw. dr hab. Hanną Komorowską , która jest gościem specjalnym III Europejskiego Kongresu Językowego PASE, został przeprowadzony specjalnie dla jego uczestników.

Rozmawiała Małgorzata Janaszek-Bazanek.